Namida
Legendarny Sannin
Dołączył: 09 Sty 2008
Posty: 4044
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/3 Skąd: Z krańca świata Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Nie 16:22, 07 Mar 2010 Temat postu: "Dom" - słowem, dla Luś |
|
|
Hmmm. Cóż. Dzisiaj siódmy marca, a Ty obchodzisz dziewiętnaste urodziny. Piękny wiek, co Luś?
To skromne opowiadanko to tradycyjny prezent. Chciałam ci zrobić jakąś ładna tapetę, ale moje zdolności graficzne okazały się naprawdę ograniczone. Chwała Najwyższemu, potrafię choć trochę pisać.
Wiec, Lu. For you.
Z miłością.
I wszystkiego najlepszego.
<3
~*~
Kiedyś wielokrotnie wyobrażała sobie jakby to było. Jak tam jest. Myślała o wszechobecnej czerwieni, o skalnej grocie ze zwisającymi z sufitu ostrymi jak noże stalaktytami. O kotłach i czerwonych istotach.
Nieco się pomyliła.
Był to wielki jasnobrązowy zamek, do którego prowadził zwodzony most nad fosą. Pokoje miały ściany w jasnych pastelowych kolorach. Zero stalaktytów, jedynie ogromne kryształowe żyrandole. Nie było też istot z ogonem i rogami, byli szalenie przystojni lokaje i ładniutkie pokojówki.
Nie wiedziała tylko jednego: gdzie stał ten zamek? Kiedy wyglądała za okno, na zewnątrz rozciągała się szeroka pustynia, raz na jakiś czas spod ziemi strzelały języki ognia, sięgające niemal jasnego błękitnego nieba.
Tylko jedna rzecz z jej wyobrażeń odpowiadała rzeczywistości.
Gorąco.
O tak. W piekle było gorąco.
- Mids – usłyszała burknięcie z głębi pokoju. – Nie możesz przesunąć wieżą jak skoczkiem.
- Dlaczego? – zapytał drugi głos, wyraźnie zdziwiony.
- Bo to szachy. A szachy maja ustalone reguły. Reguły, Namiś.
Druga osoba prychnęła z kpiną.
- Kiedyś mówiłaś, że reguły są po to, żeby je łamać.
Rozległ się głęboki, dźwięczny śmiech.
- Racja. Graj dalej.
Elle uśmiechnęła się pod nosem, z roztargnieniem gładząc mały, pokryty łuską łebek smoczątka.
Minuty mijały na błogim nieróbstwie. W pewnym momencie rozległ się dźwięk, jakby ktoś rzucił pionkiem o szachownice. Zza wnęki w ścianie wyszła zirytowana Namida, z twarzą chmurną jak gradowa chmura.
- Szachy to kretyńska gra! – warknęła.
Stojąca za nią Grabarz roześmiała się znowu.
- Najwyraźniej nie masz smykałki do strategii.
Dziewczyna warknęła coś mało zrozumiałego. Długi, niedbale spleciony warkocz, sięgający jej do pasa, zakołysał się, gdy odwróciła się na pięcie i podeszła do okna.
- Co robisz, Lu? – Eve opadła na miękką kanapę obok siostry.
- Myślę – odparła Elle.
Ze strony okna dobiegło ich parsknięcie.
- Przestań, Luś. Wieki temu doszłyśmy do wniosku, że to szkodzi zdrowiu.
Ell obrzuciła ją krótkim spojrzeniem.
- Zastanawiam się, jak trafiłyśmy do piekła.
- Zwyczajnie. - Eve wzruszyła ramionami i wrzuciła do ust czerwone winogrono z misy stojącej na stoliczku obok. – Zawsze wiedziałam, że trafię do piekła. Ty też. Z Mids to nie wiadomo, ale zawsze to był nasz dom. DOM, El.
Miśka wskoczyła na parapet i usiadła na nim, plecami opierając się o przyjemnie ciepłą szybę.
- I chyba nam tu dobrze – stwierdziła.
- Jeszcze jak! – roześmiała się Grabarz. – To spełnienie marzeń, nieróbstwo, dupy, możliwość siekania kogoś mieczem, dupy i, hmmm… dupy. Raj po prostu.
- Taaaa – sarknęła Mida. – To dla ciebie raj, szczególnie, gdy Brutus z Atyllą spuszczają ci łomot w pojedynku.
Grabarz prychnęła.
- Po prostu mieli dużo więcej czasu na szkolenie. No i ten pieprzony Hun ma jakiś cholernie mocny miecz…
Smoczątko ziewnęło potężnie, mlasnęło Elle rozdwojonym językiem po ręce i ułożyło się do snu na jej kolanach.
Elle wspominała czasy, kiedy jeszcze chadzały po ziemi. We trzy. Niezwyciężone siostry krwi. Nagle parsknęła śmiechem.
Eve uniosła brwi.
- Nic. Po prostu… przypomniałam sobie, jak przeniosłyśmy się na Dziki Zachód.
Twarz Grabarz rozjaśnił szeroki uśmiech.
- Pamiętam… ten szeryf… niby taki świętoszek, a jednak miał w sobie zło. – Roześmiał się perliście.
- El, wtedy rozwaliłaś sześciu konnych jedną kulą!
- Taaak. – Elle uśmiechnęła się szeroko. – Poszło rykoszetem o ściany kanionu.
- Ooooch! – ożywiła się Nami. – A pamiętacie akcję ze średniowieczem? Te zakute w blachy łby były w wielkim szoku, jak Eveś rozłupała czaszkę Czarnemu rycerzowi!
- O, rany… No skąd miałam wiedzieć, że on jakieś książątko – żachnęła się Grabarz. – Taki chuchrawy był.
- A wiecie, co ja pamiętam? – Elle wyprostowała się na sofie.
- No?
- Piratów.
Namida zapiszczała, zakryła twarz rękoma i zamachała nogami zwisającymi nad ziemią.
- Właśnie, Miśku… Ten kapiiiiiiiiitan. – Elle westchnęła i wlepiła rozmarzone spojrzenie w sufit.
- Phi, kapitan! Wyście chyba nie widziały tego długowłosego diabła…
- Nie widziałyśmy go pewnie dlatego, że od razu zaciągnęłaś go do kajuty i nie wypuszczałaś przez parę dni!
Grabarz rzuciła w śmiejącą się Midę winogronem.
- Był jeszcze Rzym – rzuciła filozoficznie.
- O tak. Wtedy Lu rozłożyła Cezara na łopatki…
- Ano. Julek nadal patrzy na ciebie krzywo, gdy mijacie się na korytarzu.
- E tam, Rzym! Egipt był!
- Był. – Mida wyszczerzyła radośnie zęby. – To był wyjątkowo edukacyjny skok w przestrzeń. Dowiedziałam się, że Egipcjanie do perfekcji opanowali nie tylko astronomię.
Elle zachichotała pod nosem. Zebrało im się na wspomnienia. Jeśli chciałyby wymieniać wszystkie wyprawy przestrzenne, jakie odbyły, nie starczyłoby im dnia. Odwiedzały wszystkie kraje i wszystkie epoki. Odwiedzały rozmaite zakątki świata w poszukiwaniu przygody. Chwili, by wykazać się umiejętnościami, honorem. By pokazać, na czym polegają więzy między siostrami krwi.
Położyła głowę na oparciu sofy i przymknęła oczy. Grabarz i Namida rozprawiały na temat Egipcjan i Rzymian. Słuchała ich jednym uchem. Myślała o tym, jak zawsze udawało im się wyjść obronną ręką ze wszystkich tarapatów. Bo na sobie polegały, bo sobie ufały w każdej sytuacji. Wiedziała, że zawsze, choćby nie wiadomo co się działo, zawsze mogła na nie liczyć.
- Wpadłyśmy jeszcze do Londynu. – Zdanie Namiś wyrwało ją z rozmyślań. Uśmiechnęła się tak szeroko, że aż zabolały ją wargi.
- Nie byłam z wami w Londynie. – Eve zmarszczyła brwi.
- Nie. Uparłaś się, żeby odwiedzie średniowiecze, wszyscy wiemy, jakiego woja tam spotkałaś.
- Londyn – mruknęła Elle, nawet w jej uszach zabrzmiało to niezwykle kocio. – O tak, pamiętam Londyn.
- Lordowie i hrabiowie.
- O, taaak. Spotkałyśmy nawet jednego wampira.
- I Michaela.
- I Roberta…
Chcąc powstrzymać niegodne wampirzej mistrzyni magii piski, Ell zakryła twarz dłońmi.
- Takim świętym bohaterem to on nie był, na pewno – mruknęła Mida z szelmowskim uśmieszkiem.
- Zaaaamknij się – jęknęła zza swoich dłoni Luśka.
Namida roześmiała się.
- No i oczywiście nie możemy zapomnieć odwiedzin w … fantastycznych krainach.
- Pijesz do czegoś, złotko?
- Tylko do kogoś imieniem Zen…
- Milcz! – Elle znowu zasłoniła twarz.
Grabarz zacmokała ze znawstwem.
- Czepiacie się mojego pirata, a Ella wyciągnęła księcia do komnat na więcej niż trzy dni.
- Głupie jesteście – burknęła Luśka. Zaczerwieniała się lekko, wspominając wielkie łoże z baldachimem.
Po chwili odjęła dłonie od twarzy i spojrzała z wrednym uśmiechem na najmłodszą siostrę.
- Wiesz, ja pamiętam wyprawę do pewnej szkoły… do klasy Specjalnej A – przez chwilę milczała, zawiesiwszy głos. - Yahiroooooooooooooo! – ryknęła, za co oberwała w głowę puchową poduszką.
Grabarz z westchnieniem pokręciła głową. Czasem zastanawiała się jak z nimi wytrzymuje.
Nagle drzwi komnaty otworzyły się gwałtownie. W progu stanął wysoki młodzieniec o czarnych włosach.
- Elle. – Głos miał głęboki i wibrujący. Lu odjęła dłonie od twarzy i skrzyżowała spojrzenie z jego zielonymi tęczówkami. Usta zadrgały jej w hamowanym uśmieszku.
Podniosła się z sofy płynnym ruchem. Postawiła swoje Smoczątko na podłodze i rzuciła siostrom uśmiech przez ramię.
Eve i Mida wymieniły znaczące spojrzenia.
- Wrócę za jakiś czas – rzuciła Elle i tym swoim tanecznym krokiem ruszyła do drzwi.
Gdy odrzwia się za nią zatrzasnęły, rzuciła swojemu młodzieńcowi prowokujący uśmiech. Odpowiedział jej spojrzeniem, od którego serce zaczęło galopować z niespotykaną prędkością.
O tak, przemknęło jej przez myśl. Piekło stanowiło dla niej idealny dom.
Ostatnio zmieniony przez Namida dnia Nie 16:25, 07 Mar 2010, w całości zmieniany 2 razy
|
|