|
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Aura
Student Akademii
Dołączył: 03 Lis 2008
Posty: 90
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/3 Skąd: from Attick Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Śro 13:01, 04 Mar 2009 Temat postu: [Z][M][N]Hachigatsu |
|
|
Wdech i wydech... Tekst ten jest chyba zbyd osobisty by móc powiedzieć o nim cokolwiek dobrego. Ale ja jestem sentymentalna i właśnie ze względu na tą osobistośc opowiadania, postanowiłam je dodać. I zaznaczam, że pierwszy akapit nie jest mój. Ale jakoś bardzo do mnie pasuje ....
____________
Sierpień, upał, kurz. Nie wiem, który dzień sierpnia i która godzina dnia. Więcej: nic mnie to nie obchodzi. Mam, czego chciałam- obrzydliwy pokój, samotność z wyboru, idealne poczucie tymczasowości, środki utrzymania z serii „żadna praca nie hańbi” i zupełnie nie wiem co robić dalej. Wmawiam sobie, że jestem odpowiednio interesującym dla siebie towarzystwem , żeby zapełnić te godziny, które inni poświęcają wychodzeniu naprzeciw ludziom, sprawom, kawiarnianym sukcesom. Czy mocno oberwałam… Znam i pamiętam lata kiedy życie wystawiało rachunki w trupach. Ze mną także nie obeszło się znowu tak łagodnie. Ktoś mi umarł, ktoś odszedł. Ktoś odszedł…
Stoję w oknie, w tym moim obrzydliwym pokoju i zastanawiam się nad powodami, dla których postanowiła sobie cel, że zdobędę taki pokój, taką cuchnąca samotność i samodzielność. Powody, które były ludźmi z krwi i kości. Moje irracjonalne zachowanie przed, jest tak samo głupie jak super-samodzielne po. Ucieczka z miejsc, które kochałam i nienawidziłam, była grzechem i błogosławieństwem jednocześnie. W mojej głowie jest miejsce na wady i zalety, które kształtują moja osobowość. Jest też miejsce na wszystkie wątpliwości, jakie mogło wzbudzić we mnie moje sumienie. Pełna sprzeczności, sama byłam jedną wielką sprzecznością. Kochałam i nienawidziła, pamiętałam i zapominałam, szukałam, ale wyrzucałam. Starałam się złapać tą równowagę pomiędzy jedną skrajnością, a drugą. Ale jak się okazało, zsuwałam się tylko raz ku jednej, raz ku drugiej. Albo kochałam, pamiętałam i szukałam całym sercem, albo nienawidziła, zapominałam i wyrzucałam. Całą sobą. Nie potrafiłam bawić się w nicość w tak ważnej dla mnie sprawie.
Te moje powodu, z krwi i kości coraz częściej nawiedzały mnie w snach. Po przebudzeniu zapadałam się zwykle w mojej własnej katatonii, która była azylem przed tym śmierdzącym pokojem, przed moja wymuskaną samotnością. W mojej głowie tworzył się powoli świat w jakim chciałabym żyć. Z jednej strony nie liczyłam już na jakąkolwiek poprawę, z drugiej wciąż wierzyłam w przyjaźń, miłość i lojalność. A to przecież na tych rzeczach się przejechałam. Starałam się otoczyć murem, a nie byłam murarzem. Moja własna parodia agonii stawała się coraz mniej śmieszna, coraz bardziej bolesna. Coraz częściej umierałam. Coraz rzadziej znów się rodziłam.
Jeszcze jeden cel: wybronić siebie i naubliżać innym, z tym chłodnym obiektywizmem, jakie daje spojrzenie na sprawy z pewnego dystansu czasu. Dystans zaciera kontury, rozmazuje ostrość widzenia, lecz nie jest w stanie zniszczyć wspomnień reakcji emocjonalnych. Choć ekshumacja naszych odczuć już nas nie poraża. Tak jak autowiwisekcja, na którą przecież patrzymy z boku.
Przybrana w czerń, jak co roku odwiedzałam cmentarz. Dziś była już szósta rocznica. Ich śmierć wiele zmieniła. Ich pogrzeb ułatwił zakończenie niektórych spraw. Pogodziłam się z tym co najbardziej bolało. Starałam się teraz już nie rozpamiętywać przyszłości, choć chciałam mieć ją blisko. Nauczyłam się żyć.
Z portretu nagrobkowego patrzą na mnie dwie twarze. Moi przyjaciele. Te moje powody z krwi i kości. Jedna łza wymyka się spod moich powiek. I nic więcej. Bo wiem, ze histeria nie ma sensu. Po ich odejściu zaczęłam myśleć nad zmienieniem moich priorytetów. Bo skoro nie ma ich, to i nie ma tez moich najważniejszych celów. Wszystkie plany poszły do diabła. Ale- dziwna rzecz- nie przeszkadzało mi to. Tak jakbym od początku wiedziała, że nic nie wyjdzie z moich świetlnych zamysłów, by obydwóm dopiec. By pokazać, że ja też jestem coś warta.
Do niedawna zaślepiona chęcią odwetu, dziś zaczęłam zauważać rzeczy, które jeszcze bardziej motywują mnie do życia. Na przykład ON. Jakoś umknęło mi, że to właśnie on opiekował się mną przez ten czas. Szukał gdy się zgubiłam, cucił gdy się upiłam, był gdy płakałam. Gdy teraz patrzę w jego białe oczy, dziękuje niebiosom za tego anioła stróża. Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że jestem z nim szczęśliwa. Dziwnie brzmi to słowo w moich ustach. Ja, tak pozornie zawsze szczęśliwa, umierałam i krzyczałam. A on mnie usłyszał. Choć wydawało mi się, że nikt nie może tego uczynić. Ale jednak… zdarzył się cud.
Kilka miesięcy później…
Nie ma już obrzydliwego pokoju, ani samodzielności. Za to jest ON. Tylko mój, już do śmierci.
Odchodzę od okna, nakrywam do stołu, nasłuchuje kroków. I gdy wreszcie je słyszę, gdy wreszcie wpadam w jego ramiona, już wszystko mija. Ta bezsensowna samotność, która mnie kiedyś raniła, irracjonalny lęk, obrzydzenia sama sobą. A ich twarze, choć tak ukochane, odchodzą na drugi plan. Bo ja żyję, a oni nie. Bo ja już nam moje miejsce na ziemi, a oni nie skończyli poszukiwań. Nie mogli się zdecydować. A ja mam jego.
-Witaj Neji. Jak w pracy?
-Tsunade znowu chce na mnie wciągnąć w rekrutacje geninów. Na szczęście Shikamaru zgodził się mnie zastąpić. On już to przerabiał.- Oświadcza z uśmiechem mój mąż i głaszcze mnie po zaokrąglonym już brzuchu.
-Wiesz- mówi chwile później – myślę, że chciałbym by miała twoje zielone oczy.
-Dlaczego?
-Bo ukochanych rzeczy nigdy za wiele.
I jednak jest szczęście. Odchodzą w niepamięć, te dni, gdy myślałam tylko o tych co dziś mieszkają w ciemnym grobie. Może to dziwne ale trochę mi ich żal. Bo oni nigdy nie doświadczyli i już nie doświadcza tego co ja przeżywam teraz . A słowo „szczęście” już nie wydaje mi się tak obce i odległe. Już znowu w nie wierzę. To może głupie, ale kocham żyć.
Ostatnio zmieniony przez Aura dnia Śro 13:07, 04 Mar 2009, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
|
|
|
Hibari
Legendarny Sannin
Dołączył: 28 Sty 2008
Posty: 6482
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/3 Skąd: Tam, gdzie nie sięga ludzkie oko. Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Śro 18:58, 04 Mar 2009 Temat postu: |
|
|
Na początku było troche chaotycznie, pewnie ze wzgledu na osobistość przemyśleń. Ale ja lubię chaos. ^^
Brakowało mi spacji przy myślnikach.
Ogólnie mnie sie podobało. Mam nawet kilka ulubionych zdań! ^^
Na przykład "Starałam się otoczyć murem, a nie byłam murarzem", albo "Bo ja żyję, a oni nie. Bo ja już nam moje miejsce na ziemi, a oni nie skończyli poszukiwań. Nie mogli się zdecydować."
|
|
Powrót do góry |
|
|
Aura
Student Akademii
Dołączył: 03 Lis 2008
Posty: 90
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/3 Skąd: from Attick Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Śro 20:52, 04 Mar 2009 Temat postu: |
|
|
Och, no tak.... Nie wiem co powiedzieć. Strasznie sie ciesze, że sie podoba choć trochę. A co do spacji po myślnikach... postaram sie poprawić. I dziekuje za przypomnienie, bo cały czas o tym zapomniam. Jak o innych zasadach interpunkcji... Dziekuje.
A co do chaosu na poczatku .... miło słyszeć, że czasami nawet chaos jest potrzebny ^^ I że casami nawet się podoba.
|
|
Powrót do góry |
|
|
O-Yama
Student Akademii
Dołączył: 23 Kwi 2008
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/3 Skąd: Zimna Północ Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Pon 16:14, 16 Mar 2009 Temat postu: |
|
|
Dojrzały tekst, trafne określenia. To było cudowne. Początek odrobinę zagmatwany, jednak lubię tego typu teksty, w których główny bohater wprowadza nas w świat za pomocą takiego monologu. Znalazłam parę błędów, ale nie były to typowe orty rażące niczym dres Naruciaka. Fic okropnie mi się podobał i mam nadzieję, że będę miała okazje przeczytać więcej spod twojego pióra.
_
A tak bardziej osobiście. Miałam chwilkę by się odprężyć, uspokoić. Czasem człowiek jest zły na cały świat za nic. Na szczęście znalazł się ktoś, kto pomógł w uporządkowaniu chaosu. Jeszcze cię nie znam, ale
dziękuję.
Ostatnio zmieniony przez O-Yama dnia Śro 17:31, 18 Mar 2009, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
|
GaGa
Legendarny Sannin
Dołączył: 28 Gru 2007
Posty: 2929
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/3 Skąd: Krk Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Wto 18:57, 17 Mar 2009 Temat postu: |
|
|
To jest bardzo dojrzałe opowiadanie.
Tak pełne uczuć, że aż można się nimi zachłysnąć.
Podobało mi się bardzo, bo było w tym trochę takiej aury, niemal magicznej, którą tak lubię w ff'ach. Zwłaszcza tych poważnych.
Mimo, że nie lubię paringu Sakura i Neji, to jednak tutaj był on przedstawiony jakoś tak... z gracją. I bardzo mi się podobał, co jest dość dziwne.
Chaotyczny ten mój komentarz, ale wzbudziło to opowiadanie we mnie tyle uczuć, że naprawdę nie wiem CO powinnam tak naprawdę napisać.
Dziękuję ci za to.
|
|
Powrót do góry |
|
|
Irate
medic-ninja
Dołączył: 01 Gru 2007
Posty: 7189
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/3 Skąd: z Nibylandii. Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Wto 11:49, 14 Kwi 2009 Temat postu: |
|
|
Córka Hyuugi zielone oczy? Nieeee... Nie uda się. A białe oczy i różowe włosy to też niedobre połączenie. Z tego wynika, że córeczka będzie taka jak tatuś. xD
Jedyne, co mi się tu nie podobało, to fakt, że bardzo szybko, hm, zbyt szybko i łatwo przeszłaś na ten wątek pt. "on mi pomagał, on usłyszał". Gdyby pozmieniać kolejność zdań... Kurczę, to mógłby być naprawdę dobrze napisany fick (mówię 'dobrze napisany', bo pomysł mi się nie podoba). Trzymaj tak dalej.
|
|
Powrót do góry |
|
|
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|